Mojej żonie, przy współudziale mojego szefa, wreszcie udało się mnie do tego zmusić - przeprowadzki zagraniczne jest w toku. W sumie to wiedziałem, że było to nie do uniknięcia. Po pierwsze - koszta. Utrzymywanie dwóch mieszkań w dwóch różnych miastach to w końcu spory, a w zasadzie ogromny wydatek, zwłaszcza, gdy mieszka się i w Krakowie i w Katowicach. Roboty było przy tym oczywiście co nie miara - uporządkowanie wszystkich tych klamotów, których nazbierało się przez ostatnie lata, segregacja na rzeczy ważne i przydatne oraz na te, które należy niezwłocznie wyrzucić. Dość, jeśli powiem, że uzbieraliśmy dwie wielkie walizy rzeczy przydatnych (co ustaliliśmy po długich kłótniach i pertraktacjach) i trzy pudła po telewizorach odpadków, które następie musiałem wyrzucić, nie wspominając o uprzedniej ich segregacji - co potraktowałem jako karę za bycie człowiekiem ekologicznie zaangażowanym mając dobro planety na uwadze. Ostatnim i najłatwiejszym krokiem było zamówienie firmy zajmującej się profesjonalnymi przeprowadzkami. Koszt był w sumie niemiały, ale wziąwszy pod uwagę odległość między Katowicami a Krakowem - nie horrendalny i możliwy do przełknięcia. Tak więc ze ślązaka stałem się krakowiakiem.
|