Moja firma i przeprowadzki

Kryzys to nie czas na biznes - to czas na oszczędności. Takie defetystyczne, pesymistyczne i uruchamiające mechanizmy samospełniającej się przepowiedni stoją na drodze do bogactwa i luksusu. Tak przynajmniej zwykłem zaczynać odpowiedź na temat sukcesu - dość nieoczekiwanego, trzeba przyznać - mojej dość świeżej - trzeba przyznać - firmy. Wbrew pozorom nie ma i nie było tu żadnego olśnienia, genialnego pomysłu i temu podobnych - po rodzicach została mi duża ciężarówka i niechęć do jeżdżenia w długie trasy. Zarejestrowałem więc firmę "Przeprowadzki", dałem ogłoszenia i samo ruszyło. Nawet się nie spodziewałem, że w samym tylko Wrocławiu jest taki ruch, związany ze zmianą adresu zamieszkania. A jednak - dziennie mam zawsze klika, a niekiedy nawet kilkanaście przeprowadzek. Czasami zdarzają się też zlecenia nietypowe - raz przewoziliśmy około tysiąca akwariów, bo pewien pan bardzo lubił rybki i nie mógł ich zostawić, przeprowadzając się na wieś. Najdalej zaś jechaliśmy do Krakowa - to było moje najbardziej dochodowe zlecenie. Musiałem wtedy wynająć drugą ciężarówkę. Tak więc na każdym rodzaju usług da się zarobić - należy to tylko robić sprawnie i z głową. A tak właśnie działa moja firma.