Własne spostrzeżenia

Ten temat to tylko taki kruczek, mały wybieg, by wyprowadzić w pole wszechobecną cenzurę. Nie chcę mi się już pisać o tych durnych przeprowadzkach - ja sam przeprowadzałem się dopiero trzykrotnie (zawyżam więc statystykę, ale co tam) i nie mam w związku żadnych przemyśleń ani rozterek. Nie zaburzyło to mego światopoglądu ani też w żaden sposób nie natchnęło. Może przeprowadzki międzynarodowe zmieniłyby moje podejście, ale - jak na razie - niczego takiego nie planuje i na nic takiego się nie zanosi. Tymczasem jednak musze pisać ten tekst, sam nie wiem już o czym. Korzystając więc z tego chwilowego - mam nadzieję - rozprężenia opowiem wam o czymś innym. Wolicie bajeczkę o księżniczce uwięzionej przez lokalne władza za naruszenie art. 211 ust. 1 kk (prostytucja) na dołku, z którego wybawia ją jej rycerz - kiepski prokurator rejonowy, chcący kraść się w łaski jej ojca - potężnego biznesami czy może przypowieść o pijanym księdzu, który dwukrotnie tego samego dnia przejechał to samo dziecko, unikając wszelkiej odpowiedzialności ,zmieniając jedynie parafię po półrocznym urlopie wypoczynkowym? A może mam wrócić do tematu przeprowadzki? Nie ukrywam że nie mam na to najświętszej ochoty ani chęci